W związku z przygotowaniami do startu w Maratonie Warszawskim na jesieni postanowiłam brać udział we wszystkich częściach Pucharu Maratonu – jeśli tylko okoliczności będą sprzyjające.
Pierwszy Puchar odbył się 25 kwietnia w parku Skaryszewskim. Dystans to 5 km, niedużo, ale zawsze to trening. W związku z tym , że „nie dużo” i że pogoda była ładna i że bardzo się palił do tego startu wzięłam ze sobą syna – ma 13 lat, od 6 lat ćwiczy Aikido, ma porządny WF w szkole, ale nie biega. Trochę potem żałowałam, że tak bardzo się przejęłam regulaminem pucharu, w którym wyczytałam, że można się rejestrować od skończonych 16 lat. W związku z powyższym Filip pobiegł anonimowo, no ale cóż. Chciałam, żeby zobaczył tych wszystkich rozciągających się i podskakujących ludzi w kolorowych, czasami śmiesznych strojach. Żeby poczuł magię chwili, której nie da się przecież opisać. Było dużo biegaczy, dziewczyny z Teamu też
W drodze do parku ciągle mi mówił, że będzie biegł ze mną, ale przekonałam go, że najlepiej jak pobiegnie swoim tempem no i pobiegł. Z tej euforii zapomniał spojrzeć na jakikolwiek zegarek przekraczając metę, ale zapamiętał, że zaraz po nim na metę wpadła Iza – stąd wiemy, że pokonanie 5 km zajęło mu jakieś 29 min, mnie w tym dniu 33 minuty – to nie był MÓJ dzień, ale było bardzo fajnie. Potem picie, batonik i losowanie nagród
Mnie podobało się jak zawsze a mojemu dziecku tak bardzo, że na kolejny puchar – 10 km w Wawrze, też się wybiera!