Szybki skok

Marta Pejda - to 21 km się biegnie?

Nie planowałam tego biegu z bardzo dużym wyprzedzeniem i to chyba dobrze, bo nie był to cel stresujący, tylko raczej lekko motywujący. Zapisałam się na listę startową w połowie stycznia i od razu trafiłam na Kobiecy Team Biegowy, dzięki czemu cała ta akcja zyskała dodatkowy kontekst.

Wszystkim, którzy mają wątpliwości, czy warto się tak męczyć, odpowiadam: oczywiście! Bieg tej klasy to przede wszystkim wspaniała impreza, doskonała zabawa i okazja do spotkania kilku tysięcy szczęśliwych, roześmianych ludzi. Uczucie, którego można doświadczyć, biegnąc w tłumie innych uzależnionych od biegania przez środek miasta (i tunel!), jest nieporównywalne z niczym innym.

Z mojej perspektywy bieg był udany, ale na ostatnich 4 km czułam wyraźnie brak porządnych treningów w ciągu kilku miesięcy poprzedzających Półmaraton. Wywalczyłam 2:04:11 netto, co jest przyzwoitym wynikiem jak na debiut, chociaż chyba poniżej moich możliwości.

Nie planowałam żadnego konkretnego czasu, liczyłam po cichu, że bez trudu zmieszczę się w 2:30, ale przyznam, że miewałam przez te dwa miesiące także chwile zwątpienia, kiedy wydawało mi się, że to niemożliwe. Nie miałam wątpliwości, że przebiegnę, ale nie zaplanowałam tej trasy porządnie. Na pierwszych 2 kilometrach, robionych w dużym tłoku, a więc wolniutko, porządnie się rozgrzałam i nie czułam żadnych bólów w piszczelach. Przez większą część trasy biegło mi się komfortowo, nie czułam zmęczenia ani żadnych dolegliwości. W drugiej połówce połówki podczepiłam się pod chłopaków z Puma Running Team, którzy omawiali kwestię „wyrobienia się na dwójkę” – myślę, że to im w dużej mierze zawdzięczam mój ostateczny wynik, bo miałam wrażenie, że biegli akurat w odpowiednim dla mnie tempie. Chociaż oczywiście mi uciekli po paru kilometrach i ostatni kawałek trasy zmagałam się już z zauważalnym zmęczeniem. No cóż, „łamanie dwójki” zostawiam na przyszły rok, trzeba sobie stawiać jakieś nowe cele.

Akcent humorystyczny: po biegu, kiedy włóczyłam się w okolicy mety i oglądałam roześmianych ludzi, podeszła do mnie starsza elegancko ubrana pani i spytała:
- Przepraszam, ale to chyba nie jest 21 kilometrów? Bo się zastanawiam, dlaczego to się nazywa „półmaraton”?
Kiedy odpowiedziałam, że i owszem, to jest 21 km, pani powiedziała z niezmiernym zdziwieniem:
- Ojej, i to się tak biegnie?... te 21?...