Moje przygotowania rozpoczęłam pod koniec grudnia ub. roku, zaraz po przyłączeniu się do KTB (Kobiecego Teamu Biegowego). Decyzja o starcie w półmaratonie, nie ukrywam, nie była łatwa…wiele osób z mojego otoczenia dziwiło się, gdyż nigdy nie lubiłam biegać…, a tymczasem miałam pokonać dystans półmaratonu, ponad 21 km!
Postanowiłam udowodnić sobie i innym, że jednak dam radę. Przygotowania rozpoczęłam od części teoretycznej, czytałam wszystko co tylko znalazłam o bieganiu. Przeczytałam m.in. książkę p. Jerzego Skarżyńskiego „Biegiem przez życie” oraz Jeff’a Gallowaya „Halfmarathon – you can do it!”. W treningu stosowałam metodę Gallowaya – biegu przeplatanego marszem. Biegałam zgodnie z przygotowanym planem i udało się!
Kiedy zaczynałam treningi w grudniu, byłam przekonana, na metę półmaratonu dobiegnę nie wcześniej niż po 4 godzinach. Później miałam nadzieję na „złamanie” 3 godzin, zaś pod koniec przygotować skrycie marzyłam o czasie 2,30 godz., chociaż bałam się, że jest to nierealne....A jednak!
Półmaraton był dla mnie z wielu powodów niezwykłym doświadczeniem. Udowodniłam sobie, że prawie wszystko jest możliwe, bo jeszcze kilka miesięcy temu wyśmiałabym każdego, kto powiedziałby, że w marcu pobiegnę w półmaratonie. Po drugie, miałam niesamowitą przyjemność biec ramię w ramię z Barbarą oraz Jeffem Gallowayami!!!! Po trzecie, to naprawdę jest niesamowite przeżycie samo w sobie...:-)
Kolejna niespodzianka - nic mnie nie bolało, ani mięśnie, ani stawy, nic! Okazało się, że w poniedziałek mogłam spokojnie funkcjonować w innej rzeczywistości i rzucić się w wir pracy. Teraz, pomimo licznych obowiązków, na bieganie zawsze znajdę czas!